ProfitEMS
Wszystkie artykuły
  • magazyn energii zysk
  • net-billing
  • RCE

907 zł zamiast 203 zł — pierwszy miesiąc Maćka z EMS

Ta sama instalacja, ta sama taryfa, dwa różne miesiące. W maju magazyn pracował na ustawieniach fabrycznych i przyniósł 203 zł. Po podpięciu ProfitEMS pierwszy pełny miesiąc zamknął się kwotą 907 zł ze sprzedaży energii. Pokazujemy, skąd wzięła się różnica i czego ten wynik nie obiecuje.

PE

Zespół ProfitEMS

· 4 min czytania

magazyn energii zysk
W tym artykule (6)

Najciekawsze w tej historii jest to, czego w niej nie ma. Nie ma nowych paneli, nowego falownika ani większej baterii. Jest ta sama instalacja, ten sam dom i ta sama taryfa — a wynik ze sprzedaży energii urósł ponad czterokrotnie.

Maciek jest klientem ProfitEMS i zgodził się, żebyśmy pokazali jego liczby. Wszystkie kwoty w tym artykule pochodzą z faktury jego sprzedawcy energii i z pomiarów jego instalacji — to rachunek, nie symulacja.

Co ma Maciek

Zwykły dom jednorodzinny, bez przemysłowych rozwiązań:

  • fotowoltaika na gruncie — panele stoją na konstrukcji obok domu, nie na dachu,
  • magazyn energii o pojemności 30 kWh,
  • taryfa G11 — czyli jedna cena prądu przez całą dobę, bez tanich godzin nocnych,
  • rozliczenie w net-billingu, więc każda kilowatogodzina oddana do sieci wyceniana jest po cenie z tej konkretnej godziny.

Magazyn miał, zanim poznał ProfitEMS. Pracował na ustawieniach fabrycznych falownika: ładował się ze słońca, oddawał energię, gdy dom jej potrzebował. Klasyka — i dokładnie to, co robi większość magazynów w Polsce.

Maj: magazyn bez sterowania

Rozliczenie z faktury ENERGA za maj 2026: 203,52 zł depozytu prosumenckiego. Tyle warta była energia, którą instalacja oddała do sieci przez cały miesiąc.

Nic tu nie było zepsute. Magazyn działał, panele produkowały, dom zużywał. Po prostu nikt nie pilnował, o której godzinie nadwyżka trafia do sieci — a w net-billingu to właśnie godzina decyduje o cenie. Energia oddana w słoneczne południe, gdy cała Polska ma jej nadmiar, potrafi być warta grosze. Ta sama kilowatogodzina o dwudziestej bywa warta kilkanaście razy więcej.

Pierwszy pełny miesiąc z EMS

Po podpięciu bramki EMS Connect system zaczął układać plan pracy magazynu na każdą dobę z godzinowych cen energii. Pierwszy pełny miesiąc liczyliśmy od 14 czerwca do 13 lipca 2026 — trzydzieści dni, komplet danych z instalacji, bez ani jednej luki w pomiarach.

Wynik: 907,84 zł ze sprzedaży energii.

Co się na to złożyło:

  • 1200 kWh energii oddanej do sieci w ciągu miesiąca,
  • średnia cena sprzedaży 0,757 zł za kilowatogodzinę,
  • średnio 17,5 kWh na dobę przepuszczone przez magazyn.

Liczyliśmy dokładnie tym samym wzorem, którego używa faktura: cena RCE z danej godziny (nigdy poniżej zera) powiększona o bonus prosumencki, czyli razy 1,23. Sprawdziliśmy to na czerwcowej fakturze Maćka — sprzedawca liczy identycznie.

Różnica wobec maja: 704,32 zł w miesiąc. To 4,46 raza więcej, przy tej samej instalacji.

Skąd ta różnica

Odpowiedź mieści się w jednym zdaniu: system przestał sprzedawać energię wtedy, kiedy akurat była, a zaczął sprzedawać wtedy, kiedy była najwięcej warta.

Najlepszy moment tego miesiąca to 24 czerwca, godzina dwudziesta. Cena sprzedaży wyniosła wtedy 3,158 zł za kilowatogodzinę. W tej samej dobie były też godziny, w których cena spadała praktycznie do zera — i wtedy system nie oddawał do sieci ani jednej kilowatogodziny.

Mechanika jest prosta, choć wykonanie już nie: ceny na następną dobę są znane dzień wcześniej po południu, więc plan da się ułożyć z wyprzedzeniem. Do tego dochodzą korekty w ciągu dnia, gdy pogoda albo zużycie domu rozminą się z prognozą, oraz rezerwa energii na noc, żeby rano nie kupować prądu drożej, niż się go wcześniej sprzedało. Tego nie da się zrobić ręcznie — przy sześciu przedziałach czasowych i zmieniających się cenach to kilkanaście decyzji dziennie, siedem dni w tygodniu.

Co decyduje o wyniku

Dwie rzeczy pracują na taką kwotę i obie da się sprawdzić u siebie przed zakupem.

Pojemność magazynu. Maciek ma 30 kWh, czyli trzy razy więcej niż minimum wymagane w dotacji PME. Każda kilowatogodzina, którą da się przesunąć z taniej godziny na drogą, to osobny zarobek — im większy magazyn, tym więcej takich przesunięć mieści się w dobie.

Praca przez cały rok. Latem system żyje z nadwyżki ze słońca, zimą — z różnicy cen w ciągu doby: kupuje w najtańszych godzinach nocy, oddaje w porannym i wieczornym szczycie. Zmienia się źródło zarobku, nie zmienia się to, że instalacja pracuje na siebie każdego dnia.

Plan powstaje codziennie z cen na następną dobę, a system koryguje go w locie, gdy pogoda albo zużycie domu rozminą się z prognozą. Maciek nie ustawia niczego ręcznie — zagląda w aplikację, żeby zobaczyć, ile zarobił.

Jak sprawdzić to u siebie

Najuczciwsza odpowiedź na pytanie „ile ja bym zarobił" brzmi: policz na swoich danych. Potrzebujesz mocy fotowoltaiki, pojemności magazynu i swojej taryfy — kalkulator pokaże wynik dla Twojej instalacji, a nie dla cudzej.

Jeśli chcesz zrozumieć samą mechanikę godzinowych cen, zacznij od artykułu RCE: jak zarabiać na godzinowych cenach prądu. A jeśli zastanawiasz się, czy trzeba w tym celu wymieniać sprzęt — nie trzeba, i o tym jest osobny wpis.

Udostępnij:LinkedInFacebookE-mail

Przeczytaj też